ważne

Piotr Kulawik

BARDZO ŚMIESZNA HISTORIA
O BARDZO WAŻNYCH SPRAWACH

 version française

  Pan Ktoś kupił sobie samochód, bo zawsze o nim marzył, a właśnie wygrał w grze liczbowej dużo pieniędzy. Zaraz też zapisał się na kurs, żeby bezpiecznie jeździć tym samochodem. Pan Ktoś był bardzo pilnym uczniem i za niedługo dostał prawo jazdy. Jeździł tym samochodem zadowolony, bo nigdy mu się nie psuł. Było to niezwykle ważne, bo na kursie nie nauczono go jak samochód naprawiać. Nie wiedział jak jest zbudowany, jak działa i nawet nie wiedział gdzie jest silnik - z przodu, czy z tyłu. Nie ma w tym niczego dziwnego, bo w tym kraju, w którym mieszkał Pan Ktoś prawo nie wymagało, aby tego uczyć. W ten sposób w naszej historii pojawiła się pierwsza ważna sprawa: prawo, które mówi co wolno, a czego nie wolno, co należy robić, a czego nie należy.
  W tym kraju, gdzie zdarzyła się ta śmieszna historia, samochody pojawiły się dopiero niedawno i wszystkie sprowadzano z zagranicy. W reklamie każdej samochodowej firmy była piosenka ze słowami: „Nasz samochód się nigdy nie psuje, nie psuje i już!!!” - albo podobne słowa. Ludzie w to wierzyli, a firmom zależało, żeby kupować jak najwięcej nowych samochodów, zamiast naprawiać uszkodzone. Każdy sobie myślał: „Czemu to mnie ma się zepsuć samochód? Może komuś innemu - ale mnie!”. Większość właścicieli szkół dla kierowców wiedziała, że powinno się uczyć jak jest zbudowany samochód, bo tak im mówił głos sumienia - czyli moralność i jeszcze niedawno w prawie wszystkich szkołach dla kierowców tego uczyli, ale pojawiło się kilku właścicieli takich szkół, którzy byli głusi na głos sumienia i nie zatrudnili nauczycieli do nauki budowy samochodu. Nie musieli im płacić, wiec u nich nauka była tańsza. Wielu ludzi szuka gdzie jest najtaniej. Niejeden myśli: „Jak wydam mniej na naukę, to może mi jeszcze starczy, żeby kupić nowy zegarek” - albo inną wymarzoną rzecz.
  Gdyby ci, którzy dobrze słyszeli głos sumienia posłuchali go i dalej uczyli jak jest zbudowany samochód, to prawie nikt by do nich nie przychodził na naukę, bo można przecież znaleźć coś tańszego. Musieliby pozamykać swoje szkoły, nie mieliby pieniędzy dla swoich rodzin, żony, dzieci, a głos sumienia im mówił, że to by było jeszcze gorsze niż zaprzestanie nauki budowy samochodu, bo jak ktoś ma wolny rozum, to sam się nauczy czego trzeba. Przez to ci, którzy dobrze słyszeli głos sumienia i których było znacznie więcej, wybrało mniejsze zło i postąpiło tak, jak ci, którzy tego głosu nie słyszeli, choć była ich tylko garstka.
  W naszej bardzo śmiesznej historii - jak się za niedługo przekonacie - pojawiły się kolejne dwie bardzo ważne sprawy: moralność - czyli głos sumienia, który mówi nam żebyśmy innym nie robili takich rzeczy, które i nam mogłyby przynieść kłopoty, przykrości, albo nieszczęścia i wolny rozum, który nawet niewolnikowi pozwala mieć własny pogląd co jest dobre, a co złe i co jest prawdą, a co nią nie jest. Przy okazji pojawiła się następna bardzo ważna sprawa: prawda. Każdy może sprawdzić- kiedy tylko chce i gdziekolwiek chce - że kamień spada z góry na dół, a nie odwrotnie. A więc jest to prawda. Znając tę prawdę może przewidzieć następną prawdę, że jabłko będzie spadało tak jak i kamień - z góry na dół, a nie odwrotnie. To są rzeczy proste i oczywiste, ale w ten sam sposób dochodzi się do prawdy w sprawach bardzo złożonych, dzięki czemu mamy wielkie naukowe odkrycia.
  Teraz chcę się zapytać tych, którzy wierzą w Boga, bez względu na to jakiej są religii i których na świecie jest więcej niż niewierzących, bo taką prawdę odkryli „rachmistrze”, którzy tę sprawę badali i nie ma tutaj znaczenia, który z nich był wierzący, a który nie. Skoro Pan Bóg jest stwórcą wszystkiego, to wszelkie prawdy o tym co stworzył, nawet najbardziej złożone prawdy naukowe, są zarazem Prawdami Bożymi - czyż nie tak?
  Skoro prawda to sprawa tak ogromnie ważna, to czemu samochodowe firmy w kraju, w którym mieszkał Pan Ktoś płaciły piosenkarzom za śpiewanie takich głupich piosenek, że „nasze samochody się nigdy nie psują” i innych bzdur? Jest to tym dziwniejsze, że w tym bogatym kraju, z którego pochodziły te samochodowe firmy już takich głupot ludziom nie wmawiały, bo tam prawo na to nie pozwalało. Ale nie zawsze to prawo tam istniało. Pojawiło się przed laty, dopiero po wielkiej awanturze jaką pewien mieszkaniec tamtego kraju zrobił firmie „Pusty Brzuszek”, której specjalnością były pigułki na przeczyszczenie. Otóż ta firma ogłaszała w gazetach, na tablicach i na wszelkie inne możliwe sposoby, że ich pigułki działają tak lekko, że nawet nie przerywają snu. Wielu ludzi przekonało się na własnej skórze i we własnych łóżkach, że to, co tak wychwalała ta firma, wcale nie jest takie wesołe i przyjemne jakby można sądzić z reklamy, tylko wstydzili się o tym mówić. Ale ten pierwszy odważny z powodu takich nadmiernie radosnych wiadomości o pigułkach firmy „Pusty Brzuszek” zmarnował sobie całe życie i nie chciał żeby jeszcze kogoś coś tak przykrego spotkało. Kiedy był młody wybrał się pewnego dnia do swojej narzeczonej i jej rodziców, żeby poprosić ich o zgodę na ślub z ich córką. Miał spać w ich domu. Ponieważ w podróży zjadł coś niestrawnego, przed snem łyknął wspomnianą pigułkę i zasnął szczęśliwy. No i stało się. Narzeczona nigdy mu nie wybaczyła, że taki wielki wstyd zrobił jej w domu rodziców i biedakowi już nigdy nie udało się założyć rodziny. Śmieszne to, ale i smutne.
  Skoro jednak zagraniczne firmy we własnym kraju przestrzegają prawa, to czemu nie czynią tego w innym? Po prostu tak robią, bo w tym innym kraju tego prawa nie ma. Ktoś może zapytać, że przecież istnieje głos sumienia - czyli moralność? Kiedy z gazety, książki, telewizji, czy internetu dowiadujemy się o takiej, czy innej firmie, to zazwyczaj najpierw widzimy elegancki „gmach”, w którym ta firma się mieści. Jest on jak komputer, do którego docierają różne informacje i robi się z nich nowe informacje, które go opuszczają. Człowiek też od innych ludzi otrzymuje informacje i zamienia na nowe informacje, które przekazuje następnym ludziom, ale człowiek - to człowiek, a komputer to tylko maszyna. Czy „maszyna”, którą jest wspomniany „gmach”, może mieć sumienie? Nie może. Więc też nie może mieć moralności. Sumienie, a więc i moralność może mieć tylko człowiek. Każdy „gmach” tak działa, żeby istnieć mimo wszystkich przeciwności. Kiedy jest zagrożony, to podobnie jak zwierzę, któremu inne zwierzę chce zajęć miejsce z pożywieniem, walczy nie kierując się głosem sumienia, bo go nie posiada. Ale przecież w „gmachach” pracują ludzie, z których większość słyszy głos sumienia? Owszem - słyszy; i nawet tak głośno, jak syrenę policyjnego albo strażackiego samochodu, ale go jednak tam zazwyczaj nie słucha, bo boi się, że jeśli mu ulegnie, to ich „gmach” zostanie zburzony przez inny „gmach” i ruiny pogrzebią nie tylko ich, ale i ich najbliższych. Nawet jeśli tam część ludzi chce się kierować sumieniem i moralnością, to gdy brakuje prawa żeby ich chroniło, przerażona większość ich zakrzyczy. Przez to właśnie w takim „gmachu” ludzie są jak części „maszyny”. Jeśli w jakimś kraju brak prawa, a kilka firm zajmujących się tym samym chce tam istnieć, to zachowują się jak zwierzęta walczące o miejsce z pożywieniem. W każdym z „gmachów” ludzie podejrzewają ludzi z innych „gmachów”, że w walce nie będą się kierowały głosem sumienia, bo - jak to już wcześniej powiedziano - „gmachy” ani komputery sumienia nie mają. Tam gdzie może dojść do walki między nimi tylko prawo może zapobiec nieszczęściu. Wprawdzie niektórzy mówią, że świat bez tych „gmachów” byłby lepszy, a ludzie szczęśliwsi, ale to nieprawda. To jest przecież tylko, podobnie jak komputer, jedynie narzędzie, trzeba tylko wiedzieć do czego ma służyć i jak go używać. Nóż to też narzędzie i może służyć do rzeczy złych, jak i dobrych - na przykład do krojenia sałaty.
  Do kraju, w którym mieszkał Pan Ktoś samochody sprowadzano z Kraju Zielonych Kapeluszy, bo bogaci ludzie najbardziej lubili tam chodzić w takich nakryciach głowy. Wielu z nich lubiło też palić cygara. W tym najbogatszym kraju świata był porządek, który się nazywa demokracja. W naszej historii to kolejna nazwa bardzo ważnej sprawy. Wielu mądrych ludzi mówiło, że dlatego ten kraj jest tak bogaty i tak wielu ludziom żyje się tam dostatnio, bo mają demokrację. To była prawda. W kraju, w którym mieszkał Pan Ktoś też była demokracja, tylko istniała dopiero od kilku lat. W Kraju zielonych Kapeluszy istniała już od ponad stu lat i ludzie tam sami ją sobie stworzyli. Tam gdzie mieszkał Pan Ktoś przed pojawieniem się demokracji rządził tyran Lufa Trzeci, syn Lufy Drugiego i wnuk Lufy Pierwszego.


Lufa 1
 
Lufa 2
 
Lufa 3

  Jak wskazuje nazwisko, które nosili ci władcy, uwielbiali oni zabawy wszystkim co strzela, a im dalej i głośniej, to tym lepiej. Od tego nazwiska porządek, który był w ich kraju za czasu ich rządów nazywano „lufizmem”. Był on przeciwieństwem demokracji. Pomagający im w rządzeniu mędrcy z „Wielkiej Radu Lufizmu” głosili wszędzie i do wszystkich, że „lufizm” jest najwyższym i najlepszym porządkiem dla kraju i jego mieszkańców, a nie jakaś tam demokracja. Nie bądźmy złośliwi; ci kolejni tyrani naprawdę chcieli zrobić wiele dobrego dla swojego narodu - za darmo było to, za darmo tamto, ale nikt nie mógł kierować się swoim wolnym rozumem i wolną wolą, tylko był jak nakręcana lalka w dziecinnym pokoju.
  W naszej opowiastce pojawiła się kolejna ważna sprawa: wolna wola, czyli taka, że sami możemy wybierać co należy robić, a czego nie. Oczywiście zgodnie z prawem i moralnością, bo inaczej taka wolna wola jest zarazem złą wolą, która przynosi wiele nieszczęść. Kiedy człowiek boi się używania swojego wolnego rozumu i wolnej woli, bo przecież Tyran i jego Rada wszystko wiedzą lepiej, to z czasem oducza się korzystania z tych dwóch niezwykle ważnych rzeczy i kraj zaczyna podupadać, co było już bardzo widoczne za rządów Lufy Trzeciego i przyczyniło się do jego smutnego końca.
  Tak jak co miesiąc pewnego dnia ten nawet dość miły człowiek wybrał się do swojego wielkiego garażu żeby popatrzeć sobie na ulubione zabawki: czołgi, armaty, karabiny. Przed wejściem zapomniał zgasić papierosa i z niego jedna iskierka żaru upadła na rozlane paliwo przy jednym z czołgów. Wybuchł pożar i szybko by go ugaszono, gdyby ludzie byli przyzwyczajeni do samodzielnego myślenia i działania, ale przecież było inaczej. Ogień przedostał się do składu amunicji i cały zamek Lufy Trzeciego razem z nim samym wyleciał w powietrze. Przetrwali tylko mędrcy z „Wielkiej Rady Lufizmu”, którzy akurat w czasie katastrofy w innym pałacu przygotowywali roczne sprawozdanie z działalności Rady. Można powiedzieć, że w ten sposób upadł cały „gmach lufizmu”, gdyż nawet sami mędrcy widząc, że wciąż gorzej dzieje się w kraju coraz bardziej kręcili nosami na ten cały „lufizm”, chociaż jeszcze niedawno niejeden z nich sławił go jako najlepszy porządek na świecie. Póki żył tyran nie mieli odwagi mówić głośno, że już nie podoba im się dotychczasowy porządek, więc tym chętniej i głośniej zaczęli to mówić i pisać gdy tyrania upadła.
  Mędrzec, jak wiadomo, to człowiek, który umie pisać szczególnie piękne i długie wypracowania na temat swoich przekonań, czyli poglądów na różne ważne sprawy, o których piszemy również w tej śmiesznej historii. Każdy mędrzec oczywiście uważa, że ma wolny rozum, ale w rzeczywistości różnie z tym bywa. Tak jak wszyscy ludzie bywają mędrcy, których wolny rozum jest szczególnie czujny aby nie ulec cudzym podszeptom, ale wielu innych nie jest w tym aż tak dobra. Oczywiście oni też zmieniają zdanie, gdy widać jak wiele zła bierze się z tego, co dotąd uważali za dobre. Szukają wtedy czegoś lepszego, ale i wówczas ich wolny rozum, tak jak i poprzednio, nie jest dostatecznie czujny aby wśród wielu dobrych rzeczy dostrzec również złe. O takich ludziach mówi się, że są naiwni. W każdym „gmachu” szczególnie ceni się mędrców, którzy umieją pisać piękne i długie wypracowania chwalące ich „gmach”. Jednak bardzo nie lubi się tych czujnych na cudze podszepty, bo prędzej czy później powiedzą coś nie po myśli szefa, czy tyrana rządzącego w „gmachu”. Przez to właśnie za czasów tyranii władców z rodu Lufa w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach znikali nagle bez śladu kolejni mędrcy mający zbyt czujny wolny rozum, których można nazwać roztropnymi, a pozostali tylko naiwni, choć przecież chcieli jak najlepiej.
  Wszyscy już mieli dosyć dotychczasowego porządku i chcieli demokracji. Demokracja to taki porządek, w którym ludzie zgodnie z prawem mogą korzystać z wolnego rozumu i wolnej woli ile tylko chcą, a mędrcy raczej nie znikają bez śladu i w niewyjaśnionych okolicznościach. Ale uwaga: w demokratycznym kraju jak w każdym innym są ludzie mądrzy i głupi, szlachetni i podli. Tego się nie ma wypisanego na czole. Dopiero ludzkie czyny mogą zaświadczyć jaki kto jest. Żeby była sprawiedliwość musi być prawo.
  Sprawiedliwość to kolejna bardzo ważna sprawa w taj historii. Jest ona wtedy, kiedy każdy otrzymuje to, na co sobie zasłużył: wynagrodzenie za pracę, nagrodę za najlepsze wyniki w nauce, albo sportowych zawodach, ale też karę za złe uczynki, zadośćuczynienie za poniesione krzywdy. Jeśli naiwni mędrcy wyobrażają sobie, że z nastaniem demokracji jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki źli nagle stają się dobrzy, a głupi mądrzy i co gorsza przekonują do tego resztę ludzi, to szybko przychodzi rozczarowanie.
  Tak właśnie było w kraju, w którym mieszkał Pan Ktoś. Przez lata tyranii ludzie oduczyli się korzystania z wolnego rozumu i wolnej woli, a mędrcy byli naiwni. Tak oni, jak i pozostali obywatele tego państwa myśleli o demokracji tak, jak przed laty inni ludzie w Kraju Zielonych Kapeluszy myśleli o pigułkach firmy „Pusty Brzuszek”; że demokrację wprowadza się lekko, łatwo i przyjemnie. Kupowali tylko te gazety i książki, które utwierdzały ich w tym przekonaniu, a nie kupowali niczego takiego, gdzie mogli wyczytać, że droga do prawdziwej demokracji jest bardzo trudna, więc wydawcy takich niepopularnych gazet i książek szybko zbankrutowali.
  Przed nastaniem tyranii ten kraj był królestwem. Najważniejsi w nim byli wtedy rycerze, mniej ważni mieszczanie i najmniej rolnicy.


Król
 
Rycerze
 
Mieszczanie
 
Rolnicy

  Król chcąc rządzić jak najlepiej słuchał najbardziej rycerzy, mieszczan trochę mniej, a rolników jeszcze mniej, ale jednak słuchał wszystkich. Rycerze bali się, że mieszczanie mogą stać się mądrzejsi niż oni i król będzie ich bardziej słuchał, więc pilnie się uczyli co robić, żeby w kraju było jak najlepiej. Mieszczanie z kolei chcieli mieć więcej do powiedzenia niż dotychczas, więc też pilnie się uczyli. Rolnicy nie chcieli być tymi najgorszymi, wiec także się uczyli. Dzięki temu w każdej grupie ludzie mieli wiedzę co robić żeby w kraju było bezpiecznie i coraz lepiej.
  Wiedza to kolejna bardzo ważna sprawa. Jest to znajomość prawd dotyczących tego, czym mamy się zajmować. Nie można od razu zdobyć całej wiedzy, bo zazwyczaj każda kolejna prawda w zdobywanej wiedzy jest trudniejsza do zrozumienia, niż poprzednia i nie można jej zrozumieć, jeśli nie zaznajomiło się z wcześniejszymi prawdami. Tak jak przy wchodzeniu na górę nie można od razy znaleźć się na samym szczycie, czy chociażby w jej połowie, jeśli nie przeszło się drogi poniżej, tak przy zdobywaniu wiedzy każdy kolejny krok, którym jest poznanie nowej prawdy, wymaga wiedzy złożonej z prawd wcześniej poznanych. To bardzo ważne w samochodowej przygodzie, którą miał Pan Ktoś, ale o tym opowiemy trochę później.
  Za czasów tyranii rycerze, mieszczanie i rolnicy zostali ze sobą tak zmieszani, jak tłuszcz, mąka i woda w cieście. Byli tylko: Tyran ze swoją Radą, którzy wiedzieli wszystko najlepiej, no i to „ciasto”, z którego tyrania chciała ulepić coś nowego, ale dokładnie nie wiedziała co. Przez to w narodzie prawie znikła chęć do zdobywania wiedzy, która by miała służyć wspólnej sprawie. Kiedy po upadku tyranii nagle wszyscy zapragnęli mieć demokrację, powstały oczywiście różne partie, ale znajdujący się w nich ludzie nie mieli nawyku aby zastanawiać się co zrobić, żeby wszystkim było lepiej, ani chęci do zdobywania wiedzy na ten temat. Myśleli tylko o sobie. Było niewesoło.
  Wróćmy jednak do samochodowej przygody, którą miał Pan Ktoś: Jak co rano wsiadł do stojącego przed domem samochodu i chciał go uruchomić, a tu nic z tego. Strasznie się zdenerwował. Przecież wczoraj przyjechał nim bez żadnych kłopotów, wcześniej na stacji benzynowej nalano benzyny do pełna, więc co to mogło być? Tyle razy słyszał przez radio reklamową piosenkę, że samochody tej marki się nie psują, a tu nagle jego samochód jakby zamienił się w kamień? Od razu pomyślał o sąsiedzie, który mieszkał piętro wyżej. Byli ze sobą skłóceni. Cała ta wzajemna niechęć, a może nawet nienawiść, zaczęła się wtedy, kiedy Pan Ktoś przyłapał jamnika sąsiada, jak siusia mu przed drzwiami. Pociągnął go wtedy za ogon tak boleśnie, że wszyscy mieszkańcy usłyszeli jego żałosne piszczenie - również żona sąsiada. Zbiegła wtedy na dół z awanturą, że Pan Ktoś znęca się nad jej ukochanym pieskiem. Pan Ktoś jej na to nawrzeszczał, że psa powinno się wyprowadzać na smyczy, a nie puszczać samego i rozstali się zagniewani. Trzeba jednak przyznać, że sąsiadka wzięła sobie do serca te słowa, które powiedział Pan Ktoś i od tamtego czasu wyprowadzała swojego jamnika na smyczy. Jednak pewnego dnia zdarzyło się nieszczęście: Kiedy sąsiadka ze swoim jamnikiem prowadzonym na smyczy schodziła po schodach koło mieszkania, w którym mieszkał Pan Ktoś, wyszedł on nagle wprost na tego psiaka. Nie zrobił tego naumyślnie, tylko śpieszył się do pracy. Jamnik widząc swego niedawnego oprawcę zapiszczał i rzucił się do ucieczki, ciągnąc swoją panią, która spadła przez to ze schodów i zwichnęła nogę. Zrobiło się strasznie: sąsiadka wrzeszczała z bólu, jamnik na przemian skomlał, piszczał i szczekał jakby go zarzynano, z mieszkania sąsiadki wyskoczył jej mąż z wrzaskiem, że zaraz poćwiartuje na kawałki tego diabła, który tyle złego robi jego rodzinie. Pewnie by to zrobił, ale inni sąsiedzi, którzy też wyskoczyli ze swoich mieszkań przytrzymali go i z trudem przemówili do rozumu, że to przecież nieszczęśliwy wypadek, a nie czyjaś zła wola. Wreszcie się wszyscy uspokoili, ale wzajemna nienawiść i podejrzliwość obu sąsiadów pozostała. Na dodatek kiedy poprzedniego dnia Pan Ktoś wyszedł wieczorem wyrzucić śmiecie i jeszcze przed snem popatrzeć na swoje ukochane autko, zauważył, że czwórka dzieci sąsiada bawi się niedaleko jego samochodu, co już wzbudziło jego podejrzenia i przez całą noc miał złe sny.
  - No tak - pomyślał - to na pewno sąsiad ze swoją rodziną tak mnie urządzili. Na pewno on.
  Wyskoczył wściekły z samochodu, pobiegł do domu, stanął przed drzwiami sąsiada, zaczął walić pięściami w drzwi do jego mieszkania i wrzeszczał:
  - Czemu zepsułeś mi auto ty podły małpiszonie?! Czy ty wiesz co ja ci mogę zrobić?! Odpowiesz mi za to - wykrzykiwał.
  Wrzeszczał jeszcze różne inne rzeczy, których jednak w tekstach dla dzieci nie powinno się zamieszczać. Kiedy usłyszał skrzypienie kanapy sąsiada, który został nagle wyrwany ze snu, trzaskanie garnkami i innymi metalowymi sprzętami w kuchni i wrzaski jego wroga, zrozumiał, że musi być wojna. Pobiegł z powrotem do samochodu, przebiegając koło śmietnika złapał w biegu najdłuższy drąg jaki stał oparty o mur śmietnika i stanął w pozycji obronnej przy swoim aucie. Zaraz też wypadał z domu sąsiad w samych tylko majtkach i z wielkim durszlakiem w ręku, którym wymachiwał nad głową jak mieczem, wydając przy tym wojenne okrzyki. Na szczęście za nim wyskoczyli też z domu inni mieszkańcy zwabieni i przerażeni tymi wrzaskami, i wreszcie tuż przed samochodem udało im się obezwładnić rozwścieczonego sąsiada. Do rękoczynów na szczęście nie doszło, ale zaczął się potworny jazgot, w którym powtarzały się słowa: Samochód!!!! Zepsuty samochód!!! A wsadź ty sobie ten twój samochód!!! Ty taki!!! Ty owaki!!! - i wiele innych rzeczy, które wykrzykuje się w takich okolicznościach. Wrzaski były tak głośne, że usłyszał je mieszkający dwie ulice dalej mechanik samochodowy, który pomyślał:
  - Najlepiej jak tam pójdę i zobaczę co się stało. Może moja wiedza się przyda.
  Jak pomyślał, tak zrobił. Kłótnie ustała, gdy powiedział kim jest, i że chce sprawdzić samochód. Kiedy gwałtownie otworzył maskę samochodu wszyscy zobaczyli kunę skuloną przy skrzynce, z której wychodziły elektryczne przewody. W chwilę potem to małe zwierzątko przerażone wyskoczyło na ziemię, przemknęło między nogami ludzi i uciekło. Prawie połowa elektrycznych przewodów była poobgryzana, a niektóre poprzerywane.
  - No i co wy na to - sąsiedzi? - Powiedział rozbawiony mechanik.
  Większość gapiów też się roześmiała. Najwidoczniej kuna jeszcze nocą weszła od dołu samochodu pod maskę, żeby czymś twardym spiłować swoje ostre ząbki - bo tak robią gryzonie, później poszła szukać pożywienia, a rano - kiedy Pan Ktoś pobiegł do domu żeby zrobić awanturę sąsiadowi - znowu wpełzła pod maskę żeby poprawić ulubiony higieniczny zabieg. Gdy przy samochodzie rozpoczęła się kłótnia, przerażona chciała ją przeczekać ukryta pod maską. W pół godziny Pan Mechanik wykonał całą naprawę i nawet nie wziął za nią dużo pieniędzy. Znalazł też przy okazji wielu nowych klientów. Pan Ktoś i jego sąsiad przez kilka dni udawali, że się nie znają, a już nieco później zaczęli się sobie kłaniać.
  Nawet tak prosta przygoda, która szczęśliwie się zakończyła, pokazuje jak ważne są wiedza i wolny rozum, aby dzięki prawdzie uniknąć niepotrzebnych awantur i przykrości. Pan Ktoś żeby poznać prawdziwą przyczynę uszkodzenia samochodu i nie podejrzewać niewinnego sąsiada musiał mieć wiedzę o budowie samochodu i wolny rozum, który nie działa wtedy, gdy pełen nienawiści człowiek podejrzewa drugiego człowieka. To była tylko mała awantura między sąsiadami, ale podobnie dochodzi do wojen między narodami, choć po obu stronach większość ludzi jest niewinna. Jednak dla uniknięcia tej awantury między sąsiadami wystarczyła wiedza niewielka w porównaniu z tą, jak jest potrzebna żeby uniknąć wojen. Ale unikanie wojen to tak niezwykle ważna sprawa, że każdy musi mieć na ten temat wiedzę i panować nad nienawiścią, żeby mieć wolny rozum. Dlatego jeszcze nie zakończymy tej już nieco przydługiej historii.
  Nie tylko Pan Ktoś i jego sąsiad mieli taką przygodę. Podobne coraz częściej zdarzały się innym mieszkańcom tego kraju. Najpierw się kłócili, później się godzili, ale dochodzili do przekonania, że wszystkiemu winne są firmy z Kraju Zielonych Kapeluszy, a może nawet cały kraj. Na dodatek była bieda, wielu ludzi nie miało pracy, więc też nie miało na jedzenie i ubranie. Wydawało im się, że w Kraju Zielonych Kapeluszy jego mieszkańcy tylko przesiadują w „gmachach” różnych firm i instytucji po to, żeby jak najbardziej oszukać biednych ludzi z biednego kraju i jeszcze się z nich śmieją. Myśleli o nich podobnie, jak Pan Ktoś myślał o swoim sąsiedzie, gdy mu się wydało, że naumyślnie zepsuł mu samochód. Niektórzy w złości nawet krzyczeli, że powinno się coś wystrzelić w kierunku Kraju Zielonych Kapeluszy. Byli ślepi i głusi na to jaką wielu ludzi z tego bogatego kraju starało się im pomóc i przejmowało się ich losem. Dobrze, że wszystkie czołgi, armaty i cała amunicja Lufy Trzeciego wcześniej wraz z nim wyleciały w powietrze.
  Nie chcemy tutaj nikomu wmawiać, że w każdym „gmachu” są sami porządni ludzie, a już każdy szef, prezes, czy inna ważna osoba to jest prawdziwy anioł. Na temat „gmachów”, które podobnie jak komputery i inne narzędzia nie mają sumienia - czyli świadomości swojego istnienia, myślenia i dokonywanych czynów - pisaliśmy już, ale dodajmy jeszcze to:
  Możemy sobie wyobrazić, że na jakiejś wyspie żyją ludzie tak maleńcy, że my musielibyśmy ich oglądać przez szkło powiększające. Co rano idą do pracy w różnych „gmachach”, które są takiej wielkości, jak u nas komputery.

  Wyobraźmy sobie jeszcze, że do jednego z takich „gmachów” idą tłumacze, którzy tłumaczą książki i inne teksty z jednego języka na drugi. Komputery też to potrafią robić. Gdybyśmy obok siebie postawili taki „gmach” i komputer, to trudno by nam było powiedzieć co jest czym, bo do obu „pudeł” mogłyby wchodzić na przykład te same teksty w języku „fiku-miku”, a wychodziłyby z nich podobne teksty w języku „miku-fiku”. Jakbyśmy mogli odróżnić co jest „gmachem” z ludźmi, a co komputerem?
  To nie jest wcale takie proste. Gdyby do obu przychodziły teksty ładne i szlachetne, to chyba niczego byśmy nie zauważyli. Gdyby to jednak były teksty od złoczyńców, w których pisze jak zrobić bombę, jak podpalać, kraść, wysadzać w powietrze, to można mieć nadzieję, że „pudło”, w którym pracują ludzie przestałoby tłumaczyć, chociaż pewności nie ma.
  Jeśli by ci ludzie mieli wolny rozum, wolną wolę i moralność, potrafiliby ich używać i mieli nadzieję, że wspólnie potrafią stworzyć nowy „gmach”, w którym nie będą musieli się zajmowali rzeczami złymi i podłymi, pewnego dnie nie przyszliby do pracy, a ich dotąd elegancki „gmach” stałby się ruiną, w którym schronienie znajdowałyby tylko wędrowne ptaki i leśne zwierzęta.
  Czasem się tak szczęśliwie dzieje, ale nie zawsze. Gdyby tak zawsze się działo, nie dochodziło by do wojen, zamachów, rozbojów, czy chociażby oszukiwania biednych ludzi przez firmy, które nie muszą się bać prawa. To co tutaj zostało napisane nie jest żadnym wymysłem. Napisałem o sprawach najbardziej ważnych, więc tak, żeby już nawet małe dzieci mogły to zrozumieć. Bo dorośli, którzy uczyli się całymi latami, piszą o tym samym trochę innymi słowami. To co tutaj jest dla jasności nazwane „gmachem”, oni nazywają „systemem”, a ich rozważania na ten temat znajdują się w „Ogólnej teorii systemów”, która należy do filozofii - nauki poszukującej sensu istnienia i porządku świata. Tym o czym piszemy zajmuje się również „Psychologia zachowań zbiorowych” - czyli nauka o zachowaniach ludzi w grupie.
  Oczywiście od dawien dawna zajmuje się tym również religia, która kieruje swoje prawdy zarówno do ludzi uczonych, jak i nieuczonych. Wiele religii daje ludziom do zrozumienia, że tam gdzie jest zagrożone zdrowie, a zwłaszcza życie człowieka, jest on ważniejszy niż system, czyli „gmach”, do którego należy. Jednak każda religia ma również swój „ziemski gmach” i czasem rządzą w nim Faryzeusze, dla których „gmach świątyni”, której pilnują, jest ważniejszy niż człowiek, choćby nie wiem jak był udręczony i zagrożony.
  W każdym „gmachu” większość ludzi jest dobra, tylko pracując tam już nie potrafi słuchać głosu sumienia, wolnego rozumu i wolnej woli. Gdy wychodzą z takiego „gmachu” są zupełnie inni.
  Czy zamiast strzelać czymś w taki „gmach” żeby go zburzyć, a ludzi zabić nie lepiej poczekać aż po pracy wyjdą z niego i wtedy mówić do nich o sobie jak do przyjaciół? Może wtedy porzucą pracę w nim i „gmach” będzie można przerobić na przykład na miejsce zabaw dla dzieci.
  Każdego zabitego będą opłakiwać całe pokolenia z jego rodziny i nienawidzić zabójców. Jeśli natomiast w słusznym gniewie tylko unieruchomicie „gmach”, ale oszczędzicie ludzi, to całe pokolenia będą wam wdzięczne za waszą roztropność i dobrą wolę.
  I jeszcze jedno: Wielu ludzi wierzących w Boga zastanawia się, czemu dobry Pan Bóg nie zstępuje na ziemię żeby zrobić porządek za każdym razem, gdy ludziom źle się dzieje? Człowiek został stworzony aby był podobny do samego Pana Boga przez to właśnie, że korzysta z wolnego rozumu i wolnej woli. Gdyby Bóg ciągle zstępował z nieba i rozwiązywał jego problemy, to człowiek nigdy by się nie nauczył korzystania z tych dwóch niezwykle ważnych rzeczy i nie byłby wolny, ani nie czuł się wolny. Wiele razy otrzymuje pomoc żeby mógł się stać szczęśliwy, ale do wszystkiego musi dojść sam, aby poczuł się panem samego siebie. Niejeden tyran też chce żeby jego poddani byli szczęśliwi, ale zarazem nie pozwala im korzystać z ich rozumu i woli. Pan Bóg nie jest tyranem.
  Jeśli przez kilka dziesiątków lat tyranii Lufy Pierwszego, Drugiego i Trzeciego prawie każdy z jego poddanych stracił umiejętność korzystanie ze swojego wolnego rozum i wolnej woli, to o ileż gorzej by było, gdyby przez całe tysiąclecia Pan Bóg postępował z ludźmi tak, jak ci władcy.
  Podobnie jest z demokracją: tylko wtedy się ludziom dobrze w niej żyje, gdy mając wolność do korzystania ze swego rozumu i woli sami sobie tę demokrację stworzą; podobnie jak przed wielu laty stworzyli ją sobie ludzie z Kraju Zielonych Kapeluszy.
  Ta opowiastka okazała się dłuższa, niż chciałem, ale trudno napisać w kilku zdaniach o tak ważnych sprawach jakie się w niej pojawiły. Jeśli ktoś czytając ją doszedł do tego miejsca i uważa, że jest ciężkostrawna, niech połknie pigułkę firmy „Pusty Brzuszek”, albo podobnej i słodko zaśnie.

Pa!


kontakt z autorem

 GŁÓWNA STRONA